pociąg prawie do życia wiecznego relacja Łódź-Warszawa
październik 12, 2009
wystarczy jedno nic…
wystarczy, by jedna osoba odezwała się po hiszpańsku i zaczyna się
fala zależności:
ta dziewczyna po prawej – okazuje się – czyta właśnie historię Hiszpanii,
a chłopak obok niej coś studiował związanego z Hiszpanią…
i już zaczyna się
ciąg pytań:
a byłaś?
a w Barcelonie?
a te upały?
a w Londynie?
etc.
i ja.
tylko nasłuchuję.
i jeszcze ten mężczyzna przede mną.
siedzi vis a vis prawie.
rozwinął kolejny plik z dziesięcioma zdrapkami i nerwowo zdrapuje.
drażni swą nerwowością.
trafione do kieszeni, puste na podłogę.
ciekawe – zostawi tak czy wyrzuci.
cóż za wypieki na twarzy.
zbiera, uff.
nie będę musiała nic mówić.
nasłuchuję tylko
na wakacjach na
sierpień 4, 2009
Z racji urodzenia przynależę do czegoś, co zwykło się nazywać hołotą. Jesteśmy grupą liczną, dyskretną, o niezwykle silnym braku przekonań. Naszą pracą, milczącą i nieustanną, przyczyniamy się do stagnacji społecznej, wielkie historyczne zmiany prześlizgują się po nas, nie chcemy zajmować stanowisk, nie aspirujemy do uznania ani szacunku naszych przełożonych, ani nawet nam równych. Nie posiadamy cech dystynktywnych, jesteśmy ekspertami w sztuce rutyny i partactwa.
od Eduarda Mendozy spisane z Przygód fryzjera damskiego. opis wydał mi się przeuroczy. poza tym niewiele. zaczęło się dobrze, ale potem lekko zmęczył ten ton ironiczny,
niby prześmiewczy, taki zbyt prze właśnie. stąd jeden cytat tylko.
za to Olga Tokarczuk i jej Anna In w grobowcach świata gęsto pozaznaczana ołówkiem .
aż zrodziła się pokusa zapisywania tego w jakimś konkretnym miejscu.
by nie uleciało.
wakacje tak właśnie mijają – na czytaniu, czasem wręcz połykaniu książek. a poza tym rozmaicie miejsko, sielsko, nawet anielsko…
było.
teraz praca.
stąd dotąd
lipiec 11, 2009
książki, które chcę przeczytać czekają już na swoją kolej. leżą na wierzchu, żebym nie zapomniała. dziś właśnie przeczytałam kolejną. dobrze mi idzie ostatnio.
te przeczytane lub jeszcze nie doczytane leżą przy łóżku, na półce,
ani przy krawędzi, ani przy ścianie.
to daje miłe poczucie wolności.
kojący nieporządek.
kiedy przeczytam, nie odkładam na miejsce od razu, nie oddaję, gdy pożyczone – niech przez jakiś czas pobędą ze mną.
dopełnienie (?) wzajemne (?)
teraz leży przeczytana Herta Muller: “Dziś wolałabym siebie nie spotkać” – piękny tytuł, zapowiadający piękną historię, aż smutek wdziera się do wewnątrz.
i znów obawa, czy po drodze z łóżka do biurka nie umkną myśli, czy zdążę zapisać. i mimo, że dwa kroki tylko, rozpierzcha się treść, rozmywa, zmienia formę.
słowo na niedzielę
maj 18, 2009
don’t gamble with love,
don’t gamble with the truth
(jakoś tak to szło)
bardzo a’propos.
zdarzył się wczoraj w Łodzi pewien multimedialny spektakl, pt. “Ship of Fools”, na podstawie książki o tym samym tytule. stworzony przez parę artystów swoistych: Danielle de Picciotto i jej męża Alexandra Hacke. rozpisywać się za bardzo nie będę. można przeczytać tu
wariacje na temat gniewu, graczy i próżniaków zrobiły na mnie największe wrażenie, przede wszystkim dźwiękiem, rytmiką wersów
i słowem, które w głowie nadal pobrzmiewa.
wczoraj generalnie dużo się działo.
muzycznie też: wspomniana Łódź w Wytwórni [a swoją drogą ciekawa zbierzność Łodzi ;>], Czesław w jakimś Business Centre, Rob Mazurek w Jazzdze i Myslovitz w Manu. więcej grzechów nie pamiętam, ale miło by było, gdyby w takim kierunku to miasto płynęło.
a dziś jeszcze słodycz pierwszych truskawek ze śmietaną
przejdzie
marzec 25, 2009
bo przecież nawet najdłuższe nogi gdzieś się kończą
subiektywizm (?)
marzec 24, 2009
patrzę na dziewczyny w moim wieku
i widzę kobiety
patrzę na siebie
i widzę podlotka
wciąż
jak tylko odkurzę mieszkanie
zdobędę mury Libanu
‘dziś wolałabym siebie nie spotkać’
marzec 20, 2009
znów powiedziałam za dużo, znów tendencja zniżkowa
a na liczniku już ok 200.
i lekka stłuczka też zaliczona już.
i już.
jeszcze papieros
i dobranoc.
nieuchwytne
marzec 7, 2009
przebłyski myśli.
nim ręka zdąży notes pochwycić i ołówek, znikają.
ulatują w niebyt, w niepamięć.
dlaczego zatem w ogóle pojawiają się? (najczęściej w łóżku przed snem
lub w łazience)
czy wrócą?
[nocy minionej, przy zgaszonym świetle, udało się pochwycić]
a przy okazji:
wczoraj na śnieniu świata wyczytałam o tzw. tacit knowledge, czy też deep structure – rozumieniu treści i znaczenia danego tekstu według naszej indywidualnej kodyfikacji i umiejętności odczytu, w zależności od doświadczeń własnych, etc., zatem prawdy jak najbardziej subiektywnej.
i nic w tym dziwnego, wszak nie od dziś wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. jednak, uwagę mą zwróciło znaczenie poszczególnych słów i wyrażeń, które stanowią jedynie surface structure treści…
jak więc ma się to do naszych/waszych/ichnich prób opanowania sztuki słowa?
a może właśnie dzięki temu, relacja autor-czytelnik, autor-słuchacz staje się tak intymna.
[phi, też mi nowość. ale artykuł ciekawy, polecam.]
sztuka uliczna
luty 15, 2009
zupełnie nie a’propos treści wcześniejszych.
się spodobało po prostu, więc zamieszczam

SPOSOBY ZABIJANIA
Jest kilka sposobów zabijania.
Mogą wbić ci nóż w serce.
Zabrać ci chleb.
Nie leczyć cię z choroby.
Umieścić cię w kiepskim mieszkaniu.
Torturować pracą aż do śmierci.
Wysłać cię na wojnę.
Tylko kilka z tych rzeczy jest zabronionych w naszym mieście.
Bertolt Brecht 1898-1956
(tłumaczenie własne)
uchwycone w małej uliczce w Bcn.
tam zabrakło czasu i aura nie sprzyjała, by
zatrzymać się,
przysiąść,
ponapawać oczy i uszy.
tu nadrabiam zaległości.
małe odkrycia
styczeń 25, 2009
odkryłam przed kilkoma dniami – niestety nie ja pierwsza – książki C. Ruiza Zafona napisane przed Cieniem Wiatru. nie wydano ich jeszcze po polsku, stąd też w głowie zaświtała myśl, by może podjąć się przetłumaczenia.
ale wystarczyło wpisać tytuł w wyszukiwarkę, by dowiedzieć się, że nawet empik dysponuje tą pozycją
co prawda nadal jeszcze po hiszpańsku, ale pewnie już niedługo.
jak widać na załączonym obrazku wydawnictwa to dość wtórne (prócz ostatniego) i jakoś niemiło się kojarzą, co nie zachęca do lektury, a szkoda, bo czyta się naprawdę smacznie.
pierwsza z nich, czytana właśnie, to Książę Mgły z 1993 roku, kolejne to Pałac o północy z 1994, Wrześniowe światło z 1995 i Marina z 1999, wszystkie naraz wznowione po roku 2002. no i ta notka nad tytułem – Autor bestsellera Cień Wiatru. ech…
ale i tak nie przesłania to tej cichej radości poznania



