el otoño
październik 8, 2009
dziś
yerba się parzy.
od tak dawna. aż moc tego szarego, ziemistego posmaku, osłabła.
ale jest.
i jest też coraz większa tęsknota za kawą z korzennymi przyprawami.
a przecież wystarczy kilka kroków do kuchni, by celebrować.
tak właśnie zaczyna się jesień (?)
i jeszcze wczoraj
na rękach zapachy
papryki, cebuli, wędzonego boczku, kruchych jabłek (sok po palcach), cynamonu, jajek rozbijanych, ciasta tartego, kaszy gryczanej…
wrzucając do garnka, wsuwając do piekarnika jakbym całą jesień wrzucała, gotowała i piekła.
tak się czasami zdarza…
październik 2, 2009
okno zamknięte. kaloryfery zaczynają grzać. w pokoju półmrok. ciepłe światło przebija się tu i ówdzie.
bezinwazyjnie.
wokół cisza.
chwila wolnego. spokoju niczym nie zmąconego.
kładę się więc na wygodnym materacu. otulona ciepłą bluzą, wtulona w wełniany koc.
jeszcze tylko wygodna pozycja na brzuchu, dzięki czemu osiągam błogi bezwład ciała.
jeszcze tylko kot, po chwili ugniatania moich pleców łapkami, zwinie się w kłębek,
a drugi w nogach się ułoży.
i już, już mogę zamykać powieki, rozluźnić wszystkie mięśnie twarzy.
już sen nadchodzi, gdy nagle…
zupełnie niespodziewanie atakuje
pęcherz.
tydzień
wrzesień 6, 2009
się niedzieli / nie dzieli
się poniedziałkuje / nie, dziękuję
się wtorzy / się tworzy
się środzi / się rodzi
się czwarci / czarci
się piąci / się mąci
się soboci / się koci
się leni / się nie żeni
nocne wczoraj zapiski
sierpień 29, 2009
jest dobrze.
jest tak dobrze, że nawet powietrze pachnie inaczej, jakby lepiej.
zaciągam się.
(Tobą też, bo sama już nie palę)
stąd dotąd
lipiec 11, 2009
książki, które chcę przeczytać czekają już na swoją kolej. leżą na wierzchu, żebym nie zapomniała. dziś właśnie przeczytałam kolejną. dobrze mi idzie ostatnio.
te przeczytane lub jeszcze nie doczytane leżą przy łóżku, na półce,
ani przy krawędzi, ani przy ścianie.
to daje miłe poczucie wolności.
kojący nieporządek.
kiedy przeczytam, nie odkładam na miejsce od razu, nie oddaję, gdy pożyczone – niech przez jakiś czas pobędą ze mną.
dopełnienie (?) wzajemne (?)
teraz leży przeczytana Herta Muller: “Dziś wolałabym siebie nie spotkać” – piękny tytuł, zapowiadający piękną historię, aż smutek wdziera się do wewnątrz.
i znów obawa, czy po drodze z łóżka do biurka nie umkną myśli, czy zdążę zapisać. i mimo, że dwa kroki tylko, rozpierzcha się treść, rozmywa, zmienia formę.
czwartkowe pitu pitu
czerwiec 4, 2009
zawinięta w ciepły sweter, w kącie kanapy, z kubkiem herbaty (niestety zimnej już) na stole, z książką w ręku i kotem na kolanach (lub przy), spędzam tak sobie czwartkowe przedpołudnie. mógłby jeszcze jakiś list przyjść do poczytania, bo aura taka listopadowa raczej.
prawie jak w zimny wakacyjny dzień, kiedy nic nie trzeba poza wylegiwaniem się.
gdybym tylko nie musiała iść dzisiaj do pracy…
dni mijają
maj 15, 2009
na szczęście.
i noce też. zimne. koty grzeją. myślałam, że to przez przywiązanie, ale im po prostu zimno też . ech, złudzenia.
dziś już wraca. wieczorem. tyle planów było, co by zrobić, korzystając z czasu swojego i przestrzeni tylko swojej i jakoś się rozmyło w codzienności wszystko. mało kreatywnie coś, ale za to towarzysko bardzo.
dlatego dziś ciasto z rabarbarem – zainspirowana Fridą i rabarbarem.
po raz pierwszy w życiu.
ociepla się.
mañana
marzec 29, 2009
to już jutro

karnet kupiony, zapowiedzi przeczytane, niektóre nawet obejrzane, recenzje także. zapowiada się dobry tydzień. filmowy tydzień. hiszpański (sic!)
i nawet nie martwi już fakt, że rok temu ósma edycja TKH ominęła Łódź,
a dziewiąta trafia do Łodzi jako ostatnia.
jest!
i ja tam też będę.
my name’s almera
marzec 16, 2009
moje pierwsze 30 kilometrów ![]()
[no, po prostu musiałam to zapisać. jak będzie sto, to też pewnie zapiszę, heh]
:)
luty 26, 2009
do pracy wychodzę zadowolona z siebie. fakt ów zapisuję ku pamięci. tu, by nie zapomnieć, że się zdarza.
mimo pobudki o 10.21 udało się zrobić tak wiele: łazienka, pranie, naczynia raz i dwa, ćwiczenia na zajęcia, test, sprawdzenie prac, mail jeden i drugi, kawa made by F., obiad (chyba dobry).
chyba powinnam tak codziennie wynotowywać sobie.
tylko czasu na czytanie zabrakło, ostatnio ciągle tak.
[bo przecież zawsze znajdzie się coś]