el otoño
październik 8, 2009
dziś
yerba się parzy.
od tak dawna. aż moc tego szarego, ziemistego posmaku, osłabła.
ale jest.
i jest też coraz większa tęsknota za kawą z korzennymi przyprawami.
a przecież wystarczy kilka kroków do kuchni, by celebrować.
tak właśnie zaczyna się jesień (?)
i jeszcze wczoraj
na rękach zapachy
papryki, cebuli, wędzonego boczku, kruchych jabłek (sok po palcach), cynamonu, jajek rozbijanych, ciasta tartego, kaszy gryczanej…
wrzucając do garnka, wsuwając do piekarnika jakbym całą jesień wrzucała, gotowała i piekła.
na wakacjach na
sierpień 4, 2009
Z racji urodzenia przynależę do czegoś, co zwykło się nazywać hołotą. Jesteśmy grupą liczną, dyskretną, o niezwykle silnym braku przekonań. Naszą pracą, milczącą i nieustanną, przyczyniamy się do stagnacji społecznej, wielkie historyczne zmiany prześlizgują się po nas, nie chcemy zajmować stanowisk, nie aspirujemy do uznania ani szacunku naszych przełożonych, ani nawet nam równych. Nie posiadamy cech dystynktywnych, jesteśmy ekspertami w sztuce rutyny i partactwa.
od Eduarda Mendozy spisane z Przygód fryzjera damskiego. opis wydał mi się przeuroczy. poza tym niewiele. zaczęło się dobrze, ale potem lekko zmęczył ten ton ironiczny,
niby prześmiewczy, taki zbyt prze właśnie. stąd jeden cytat tylko.
za to Olga Tokarczuk i jej Anna In w grobowcach świata gęsto pozaznaczana ołówkiem .
aż zrodziła się pokusa zapisywania tego w jakimś konkretnym miejscu.
by nie uleciało.
wakacje tak właśnie mijają – na czytaniu, czasem wręcz połykaniu książek. a poza tym rozmaicie miejsko, sielsko, nawet anielsko…
było.
teraz praca.
słowo na niedzielę
maj 18, 2009
don’t gamble with love,
don’t gamble with the truth
(jakoś tak to szło)
bardzo a’propos.
zdarzył się wczoraj w Łodzi pewien multimedialny spektakl, pt. “Ship of Fools”, na podstawie książki o tym samym tytule. stworzony przez parę artystów swoistych: Danielle de Picciotto i jej męża Alexandra Hacke. rozpisywać się za bardzo nie będę. można przeczytać tu
wariacje na temat gniewu, graczy i próżniaków zrobiły na mnie największe wrażenie, przede wszystkim dźwiękiem, rytmiką wersów
i słowem, które w głowie nadal pobrzmiewa.
wczoraj generalnie dużo się działo.
muzycznie też: wspomniana Łódź w Wytwórni [a swoją drogą ciekawa zbierzność Łodzi ;>], Czesław w jakimś Business Centre, Rob Mazurek w Jazzdze i Myslovitz w Manu. więcej grzechów nie pamiętam, ale miło by było, gdyby w takim kierunku to miasto płynęło.
a dziś jeszcze słodycz pierwszych truskawek ze śmietaną
subiektywizm (?)
marzec 24, 2009
patrzę na dziewczyny w moim wieku
i widzę kobiety
patrzę na siebie
i widzę podlotka
wciąż
jak tylko odkurzę mieszkanie
zdobędę mury Libanu
niusy
marzec 16, 2009
człowiek poczytał trochę w sieci i znów mądrzejszy
– trzy ważne filmy dla mnie, bo i reżyserzy dla mnie ważni, jakby się zmówili i kręcą, bądź nakręcili już filmy nowe:
Alejandro Amenabar Agora,
Pedro Almodóvar Abrazos Rotos [Pęknięte objęcia (?)]
i Alejandro Gonzalez Inarritu Biutiful.
Na ten ostatni chyba czekać będę najbardziej z racji miejsca i obsady filmu. Rzecz dzieje się w Barcelonie (wiadomo), a główną rolę gra nieoceniony Javier Bardem. Ciekawam jaką tym razem twarz przyjmie, bo za każdym razem zaskakuje. Dość wymienić jego kreacje w To nie jest kraj dla starych ludzi, Goya czy równie genialnej W stronę morza. A przy tym nieźle się też sprawdza w roli… hm, amanta? w Vicky, Cristina, Barcelona (on i Penelope chyba najwyraźniej tam wypadli, ale może o to właśnie chodziło). Pamiętam go też z Drążego ciała Almodovara.
No i nadal do obejrzenia Miłość w czasach zarazy w jego wykonaniu, ech.
W każdej z tych kreacji jest niesamowicie wyrazistą postacią. Z jednej strony tak charakterystyczny i – wydawałoby się – przystojny po prostu, a z drugiej tak elastyczny, że rzadko się zdarza. Ośmieliłabym się nawet porównać go do Roberta De Niro czy Ala Pacino, choć filmy i role tak różne.
No i Almodóvar jako lektura obowiązkowa, z pewnikiem pt. Penelope Cruz. Sam trailer zapowiada historię niełatwą, bo o relacjach międzyludzkich mowa, a te jak wiadomo do łatwych nie należą.
Natomiast Agora Amenabara może być doznaniem ciekawym samym w sobie przez fakt konwencji filmu. Rzecz dzieje się w Egipcie IV w. p.n.e., gdzie mają miejsce liczne konflikty religijne, które zagrażają mitycznej Bibliotece Aleksandryjskiej. Zapowiada się spektakularnie, choć przyznam, że na pierwszy rzut oka za bardzo przypomina mi całą resztę filmów traktujących o starożytności czy mitologii, powstałych w ostatnich latach.
Ale obejrzeć nie zawadzi.
Przyjdzie mi czekać na te obrazki do jesieni tego, a może nawet przyszłego roku,
bo z dystrybucją naszą i ichnią nigdy nie wiadomo.
A tymczasem już niedługo wielce wyczekiwany Tydzień Kina Hiszpańskiego w Łodzi
i spora dawka dobrego kina. Karnet już prawie zakupiony. :>
pierwszy marca
marzec 1, 2009
brzmi niemal jak obietnica. nadzieję żywię na lepsze jutro, bo wiosenne.
tak, jak dziś i wczoraj.
a wczoraj jeszcze Kalisz – miasto, do którego przez rok jakby wklejona byłam.
i tylko jeden dzień, a poczułam jak bardzo tam nie pasowałam i nie pasuję,
o ile bardziej moja jest Łódź.
właśnie – jeden dzień, a o tyle mądrzejsza, jakby lepsza, spokojniejsza. dzięki ludziom spotkanym i słowom usłyszanym, też z własnych ust.
” na wskroś uduchowiona”, jak powiedziała Gosia ;>
jeden dzień, a tak potrzebny.

więc teraz tylko o słońce proszę. o wiosnę.
[nawet brzmienie tego słowa napawa optymizmem]
powroty
luty 25, 2009
chyba dojrzałam wreszcie, by…
Barcelona – miasto ukochane
często mi się zdarza, że długo skądś wracam. tym razem wróciłam szybko. tak szybko, że jakby nie było.
jedynie wspomnianych kilka słów tutaj; na pytania “jak wyjazd” odpowiedzi bez entuzjazmu.
za to całe mnóstwo zachowanych obrazów, mniej lub bardziej wyraźnych.
no i ciągłe powroty, nawroty, zawroty w głowie. nie dawało spokoju.
bo to nie był taki wyjazd ot, a ja jakby przemykałam obok, nie zawsze umiałam w pełni odbierać, doznawać. za wiele, by zmysły mogły naraz ogarnąć. ciągłe poczucie, że coś omija, a to zwykły objaw przedawkowania był.
la hiperdosis.
za to teraz wręcz dotykam kolorów, odczuwam smak miejsc, które odkrywałyśmy, wchodząc nagle z ulicy pełnej ogłuszającego tłumu w zaułek pełen ciszy (Santana, pamiętasz? ;>); po przesycie tych wymuskanych ‘dizajnerskich’ sklepów – antykwariaty, magazyn z wikliną, plumero(!); z ciemności i chłodu – w ciepło wód termalnych i światło podwórek z drzewkami pomarańczy; z nowego w stare, ze starego w nowe, z deszczu w słońce… falowanie i spadanie, ruch.
teraz widzę, teraz czuję, teraz doceniam.
pamiętam, ile myśli kłębiło się w głowie. wtedy.
teraz się porządkują.
nieobecność
luty 11, 2009
wirtualna i nie. po prostu nie ma mnie.
na zwolnieniu od pracy, ergo od wszystkiego.
a czemu nie.
euro 2008 (1)
czerwiec 16, 2008
mecz Polska – Chorwacja. wracałam właśnie do domu. na ulicach pusto. ludzi na przystankach brak. samochodów brak. dookoła ciemno – zapomnieli zapalić latarnie? jakby wszyscy i wszystko oglądało tę rozgrywkę. i nawet dźwięki z zewnątrz nie dopływały, bo uszy zatkane muzyką.
dziwnie.