Malena – Giuseppe Tornatore
wrzesień 4, 2009
czas,
kiedy długie spodnie były tylko dla prawdziwych mężczyzn,
a na miano to trzeba było sobie zasłużyć
choćby przez strącenie głowy Mussoliniego.
i kiedy to chłopięce urojenia pozostawały jedynie chłopięcymi urojeniami (niestety/na szczęście?)
zmysłowość długich włosów, krągłych bioder i pełnych piersi
uznawane były za piękno,
które czasem skazywało na stracenie.
i na zatracenie.
taki czas.
jakby znajomy.
jakbym sama była z takiej epoki właśnie.
czasem tak się czuję.
choć włosy krótkie
choć bioder krągłych brak.
słowo na niedzielę
maj 18, 2009
don’t gamble with love,
don’t gamble with the truth
(jakoś tak to szło)
bardzo a’propos.
zdarzył się wczoraj w Łodzi pewien multimedialny spektakl, pt. “Ship of Fools”, na podstawie książki o tym samym tytule. stworzony przez parę artystów swoistych: Danielle de Picciotto i jej męża Alexandra Hacke. rozpisywać się za bardzo nie będę. można przeczytać tu
wariacje na temat gniewu, graczy i próżniaków zrobiły na mnie największe wrażenie, przede wszystkim dźwiękiem, rytmiką wersów
i słowem, które w głowie nadal pobrzmiewa.
wczoraj generalnie dużo się działo.
muzycznie też: wspomniana Łódź w Wytwórni [a swoją drogą ciekawa zbierzność Łodzi ;>], Czesław w jakimś Business Centre, Rob Mazurek w Jazzdze i Myslovitz w Manu. więcej grzechów nie pamiętam, ale miło by było, gdyby w takim kierunku to miasto płynęło.
a dziś jeszcze słodycz pierwszych truskawek ze śmietaną
mañana
marzec 29, 2009
to już jutro

karnet kupiony, zapowiedzi przeczytane, niektóre nawet obejrzane, recenzje także. zapowiada się dobry tydzień. filmowy tydzień. hiszpański (sic!)
i nawet nie martwi już fakt, że rok temu ósma edycja TKH ominęła Łódź,
a dziewiąta trafia do Łodzi jako ostatnia.
jest!
i ja tam też będę.
subiektywizm (?)
marzec 24, 2009
patrzę na dziewczyny w moim wieku
i widzę kobiety
patrzę na siebie
i widzę podlotka
wciąż
jak tylko odkurzę mieszkanie
zdobędę mury Libanu
niusy
marzec 16, 2009
człowiek poczytał trochę w sieci i znów mądrzejszy
– trzy ważne filmy dla mnie, bo i reżyserzy dla mnie ważni, jakby się zmówili i kręcą, bądź nakręcili już filmy nowe:
Alejandro Amenabar Agora,
Pedro Almodóvar Abrazos Rotos [Pęknięte objęcia (?)]
i Alejandro Gonzalez Inarritu Biutiful.
Na ten ostatni chyba czekać będę najbardziej z racji miejsca i obsady filmu. Rzecz dzieje się w Barcelonie (wiadomo), a główną rolę gra nieoceniony Javier Bardem. Ciekawam jaką tym razem twarz przyjmie, bo za każdym razem zaskakuje. Dość wymienić jego kreacje w To nie jest kraj dla starych ludzi, Goya czy równie genialnej W stronę morza. A przy tym nieźle się też sprawdza w roli… hm, amanta? w Vicky, Cristina, Barcelona (on i Penelope chyba najwyraźniej tam wypadli, ale może o to właśnie chodziło). Pamiętam go też z Drążego ciała Almodovara.
No i nadal do obejrzenia Miłość w czasach zarazy w jego wykonaniu, ech.
W każdej z tych kreacji jest niesamowicie wyrazistą postacią. Z jednej strony tak charakterystyczny i – wydawałoby się – przystojny po prostu, a z drugiej tak elastyczny, że rzadko się zdarza. Ośmieliłabym się nawet porównać go do Roberta De Niro czy Ala Pacino, choć filmy i role tak różne.
No i Almodóvar jako lektura obowiązkowa, z pewnikiem pt. Penelope Cruz. Sam trailer zapowiada historię niełatwą, bo o relacjach międzyludzkich mowa, a te jak wiadomo do łatwych nie należą.
Natomiast Agora Amenabara może być doznaniem ciekawym samym w sobie przez fakt konwencji filmu. Rzecz dzieje się w Egipcie IV w. p.n.e., gdzie mają miejsce liczne konflikty religijne, które zagrażają mitycznej Bibliotece Aleksandryjskiej. Zapowiada się spektakularnie, choć przyznam, że na pierwszy rzut oka za bardzo przypomina mi całą resztę filmów traktujących o starożytności czy mitologii, powstałych w ostatnich latach.
Ale obejrzeć nie zawadzi.
Przyjdzie mi czekać na te obrazki do jesieni tego, a może nawet przyszłego roku,
bo z dystrybucją naszą i ichnią nigdy nie wiadomo.
A tymczasem już niedługo wielce wyczekiwany Tydzień Kina Hiszpańskiego w Łodzi
i spora dawka dobrego kina. Karnet już prawie zakupiony. :>
sztuka uliczna
luty 15, 2009
zupełnie nie a’propos treści wcześniejszych.
się spodobało po prostu, więc zamieszczam

SPOSOBY ZABIJANIA
Jest kilka sposobów zabijania.
Mogą wbić ci nóż w serce.
Zabrać ci chleb.
Nie leczyć cię z choroby.
Umieścić cię w kiepskim mieszkaniu.
Torturować pracą aż do śmierci.
Wysłać cię na wojnę.
Tylko kilka z tych rzeczy jest zabronionych w naszym mieście.
Bertolt Brecht 1898-1956
(tłumaczenie własne)
uchwycone w małej uliczce w Bcn.
tam zabrakło czasu i aura nie sprzyjała, by
zatrzymać się,
przysiąść,
ponapawać oczy i uszy.
tu nadrabiam zaległości.
3 z 1313 (aż?)
luty 12, 2009
z ostatniej “wyprawy na południe”, aż 3, które są… inne (?)
tak na pierwszy rzut oka, potem może coś dodam.
ale poczucia wyjątkowości brak.
poczucie przeciętności doskwiera tym bardziej.
z piedestału spadł kamyk, co myślał, że jest rzeźbą.
to nie była do końca moja podróż. nie ta wymarzona. dopiero po kilku dniach od powrotu dotarło. ktoś mi ją zabrał, albo sama oddałam.
szkoda.
małe odkrycia
styczeń 25, 2009
odkryłam przed kilkoma dniami – niestety nie ja pierwsza – książki C. Ruiza Zafona napisane przed Cieniem Wiatru. nie wydano ich jeszcze po polsku, stąd też w głowie zaświtała myśl, by może podjąć się przetłumaczenia.
ale wystarczyło wpisać tytuł w wyszukiwarkę, by dowiedzieć się, że nawet empik dysponuje tą pozycją
co prawda nadal jeszcze po hiszpańsku, ale pewnie już niedługo.
jak widać na załączonym obrazku wydawnictwa to dość wtórne (prócz ostatniego) i jakoś niemiło się kojarzą, co nie zachęca do lektury, a szkoda, bo czyta się naprawdę smacznie.
pierwsza z nich, czytana właśnie, to Książę Mgły z 1993 roku, kolejne to Pałac o północy z 1994, Wrześniowe światło z 1995 i Marina z 1999, wszystkie naraz wznowione po roku 2002. no i ta notka nad tytułem – Autor bestsellera Cień Wiatru. ech…
ale i tak nie przesłania to tej cichej radości poznania
strukturalnie dość
grudzień 14, 2008
coś jak pamiątka z wakacji, troszkę spóźniona, ale myśl o niej dojrzewała już od dawna
i oto…
a poza tym niedziela: kawa, “Mistrz i Małgorzata” w ramach przypomnienia,
powolność. (po wolność)
podróże
czerwiec 19, 2008
nadal w Kolumbii.
“Rio Anaconda” i Ziemie Dzikich znajdują się gdzieś w głębokiej dżungli Kolumbii. opowieść o nich już skończyłam, ale teraz G.G. Marquez, który Kolumbijczykiem niewątpliwie jest i o rzeczywistości tamtejszej pisze.
a rzeczywistość tamtejsza to cała Ameryka Południowa. i Północna też, niestety. jego “Morze utraconych opowiadań i inne felietony” to niesamowita skarbnica informacji o rzeczach, o których nie mam pojęcia.
podróże przecież kształcą.
od trzech lat felietony te zebrane i w wersji oryginalnej czekają na przeczytanie, ale muszę dojrzeć. tak jak powoli dojrzewam do Kapuścińskiego, który opatrzył owe “Morze” wstępem.
powoli.
z podróży tych “literackich” dowiaduję się na przykład, że jeszcze w roku 1980 Urugwaj był jedynym krajem, “gdzie więźniowie muszą płacić za jedzenie, które dostają, za odzież, którą noszą, a nawet za wynajem celi”.
i wczoraj obejrzałam film “Rosario Tijeras”, którego akcja również dzieje się w Kolumbii.
hm, a przecież nigdy mnie tam nie ciągnęło.


















