useless
luty 12, 2009
od dwóch dni w łóżku, przewracając się z boku na bok. nawet w nocy spać nie mogę.
myśli takie się kołaczą:
przecież w internecie można znaleźć wszystko: od informacji na każdy interesujący nas temat, ciekawostek i odkryć, aż po przyjaźń i miłość, wolną czyjąś dla kogoś chwilę.
można stworzyć sobie własną, niczym nie zmąconą przestrzeń, swój kawałek wolności. anonimowość lub jej brak na zawołanie.
ale mimo tego blogu, jakiegoś tam bycia na portalach czy komunikatorach różnych, nadal czuję się poza, jakby wykluczona, nie pasująca.
więc już chyba najwyższy czas zacząć znów.
na ile kartek, sił i weny wystarczy.
odczuwam ogromną wręcz potrzebę strefy własnej, jak najbardziej prywatnej
i intymnej,
a zatem niepublicznej. takiej właśnie “papierowej” i może tym bardziej szczerej,
bo “papier wszystko przyjmie”. bez autocenzury.
by móc poradzić sobie lepiej ze sobą samą, z moimi lękami i paranojami.
może tak się uda . zrozumieć? zaakceptować? zdystansować się? nie przejmować?
a przynajmniej nie tak bardzo?
co dzień zauważam jak pojęcia wirtualne i realne zacierają się ze sobą, jedyne co dzieli, to chyba brak poczucia fizyczności, ale nie tego przecież szuka się w sieci.
odnaleźć się tu nadal nie potrafię. niby chciałabym bardziej, ale… pojawianie się raz na jakiś czas najwidoczniej wystarcza.
i by nie ograniczać niczyjej wolności spróbuję odnaleźć kawałek własnego terytorium.
sama.
pytanie czy jestem jeszcze w stanie mówić i myśleć o sobie bez niego.
już nawet pierwszym czytelnikiem nie jestem.
czasy się zmieniają i on się zmienia, a ja nie nadążam.
“przecież w internecie można znaleźć wszystko”
Wierz mi, nie wszystko. Mogę, a zapewne Ty również możesz, wyliczyć tyle rzeczy których tam nie ma.
Pozdrowienia
T.