bu! rza

lipiec 13, 2008

się błyska, tryska i grzmoci. 

niebo się roztrzaskuje na miliony kawałeczków i rzuca piorunami. 

buch! trzask! prask! i plask i plusk!

niech pada, niech pada. niech płynie.

się letnio tak zrobiło, tak niedzielnie.

tak bezmyślnie i bezskładnie.

ładnie.

coś a’la protest song

lipiec 1, 2008

przecież każdy wschód i zachód jest inny! i niebo każdego dnia.
nawet księżyc, choć co miesiąc w pełni czy w nowiu, niepowtarzalny za każdym razem.

przecież każdy dzień jest inny!

przecież jest jeszcze tyle parków do przejścia (razem), tyle ławek, by spocząć, by się objąć.
czemu nie można po prostu pójść?

cisza i hałas.
dzień i noc.
słońce i deszcz.

i można tego wszystkiego doznawać!

czemu to nie cieszy?

wakacje

lipiec 1, 2008

zapis z dnia wczorajszego:

czerwiec śmignął, lato w pełni, wszyscy gdzieś wybyli, nieuchwytni.

smaki: truskawka i banan, czereśnie czekają na stole, placki ziemniaczane własnoręcznie utarte, kawy brak.

kolory: przeczerwień

i przebimbany dzień, ale tak niefajnie, tak niewakacyjnie. znów się rozsypał.

jutro o 6.30 zaczynam. wstać, dojść do siebie (a długa może to być droga). na rower i bziut…
do pracy.
weekendy jednak wolne się zapowiadają, i plan ambitny mam, by dzień święty święcić.
a za dwa miesiące nadejdzie ten najprawdziwszy, ten wyczekany, pierwszy dzień wakacji. to nic, że we wrześniu. przecież też na “w”. 1 września – “jakaś perwersja, zawsze znajoma”, hehe.

póki co myśli natrętnie kłębią się w głowie. wrażeń całe mnóstwo z tego, co czytam, słucham i widzę.
tylko jakoś trudno w słowa ubrać.