numerales
czerwiec 25, 2008
kolejny raz pytanie: czy liczby mają znaczenie? a liczebniki (porządkowe na przykład)?
29 | 88 | 71 | 92 | iq?
zacząć odliczanie? ile jeszcze zostało?
lepiej nie wiedzieć?
się
czerwiec 25, 2008
patrząc na te moje wpisy poprzednie, to niektóre z nich to takie oczywistości oczywiste. ale czasem potrzeba nazwania tego jest, żeby zabrzmiało, zaistaniało gdzieś.
czasami człowiek musi, inaczej się udusi.
dlaczego Ten a nie inny?
czerwiec 19, 2008
bo jestem drobiazgowa. nie patrzę na to, czy mi się ktoś podoba czy nie, tylko czy podobają mi się jego dłonie, i gesty; oczy, i to jak patrzy; sposób w jaki się porusza; głos i to, co i jak mówi. i zapach.
bo On jest drobiazgowy. bo zwraca na te “małe” rzeczy uwagę. i podobam mu się pod każdym tym względem. wiem, bo mi powiedział. i choć nie powtarza tego sto ani pięćdziesiąt razy dziennie (a czasem szkoda), to wiem-czuję (może dlatego właśnie, że nie powtarza).
bo dużo wie i dzieli się tą wiedzą, choć czasem trudno przyjąć taki nawał informacji.
bo ma wspomnienia i dzieli się nimi, choć czasem troszkę bolą.
bo tak wiele widzi, dostrzega, zauważa dookoła.
bo nie przechodzi obojętnie obok.
i nadal fascynuje. choć czasem jedynie na dal.
jak śpiewa M.B.:
Spójrz
ja jestem naprawdę bogaty
bogaty
Mam przecież gwiazdy na niebie
i ciebie i kwiaty
Spójrz
gdy zgodzisz się ze mną
to będzie nas prędzej
stać na to, by
na wiele długich lat
móc ofiarować dziś
ja tobie świat i ty mi świat
podczas mycia okien tak mnie naszło, by słowami wyrazić.
podróże
czerwiec 19, 2008
nadal w Kolumbii.
“Rio Anaconda” i Ziemie Dzikich znajdują się gdzieś w głębokiej dżungli Kolumbii. opowieść o nich już skończyłam, ale teraz G.G. Marquez, który Kolumbijczykiem niewątpliwie jest i o rzeczywistości tamtejszej pisze.
a rzeczywistość tamtejsza to cała Ameryka Południowa. i Północna też, niestety. jego “Morze utraconych opowiadań i inne felietony” to niesamowita skarbnica informacji o rzeczach, o których nie mam pojęcia.
podróże przecież kształcą.
od trzech lat felietony te zebrane i w wersji oryginalnej czekają na przeczytanie, ale muszę dojrzeć. tak jak powoli dojrzewam do Kapuścińskiego, który opatrzył owe “Morze” wstępem.
powoli.
z podróży tych “literackich” dowiaduję się na przykład, że jeszcze w roku 1980 Urugwaj był jedynym krajem, “gdzie więźniowie muszą płacić za jedzenie, które dostają, za odzież, którą noszą, a nawet za wynajem celi”.
i wczoraj obejrzałam film “Rosario Tijeras”, którego akcja również dzieje się w Kolumbii.
hm, a przecież nigdy mnie tam nie ciągnęło.
czasem
czerwiec 17, 2008
są takie dni, że człowiek się budzi uśmiechnięty. po prostu. bez powodu.
jakby wschodzące słońce, które odbija się w oknach na przeciwko, wystarczyło…
może wystarczy, może dlatego dobrze się czuję.
choć wczoraj nie było wcale fajnie. choć nawet w lustro ciężko było spojrzeć.
a przecież w sumie nic się nie zmieniło. to tylko kolejny dzień. tyle, że patrzę i podoba mi się to, co widzę, choć twarz nadal oszpecona i nogi. ale dziś jakoś mniej się tym wszystkim przejmuję.
przecież wszystko mija, nawet najdłuższa żmija ;>
a może perspektywa zjedzenia dobrego, domowego śniadania tak nastraja?
smacznego życzę więc sobie.
euro 2008 (1)
czerwiec 16, 2008
mecz Polska – Chorwacja. wracałam właśnie do domu. na ulicach pusto. ludzi na przystankach brak. samochodów brak. dookoła ciemno – zapomnieli zapalić latarnie? jakby wszyscy i wszystko oglądało tę rozgrywkę. i nawet dźwięki z zewnątrz nie dopływały, bo uszy zatkane muzyką.
dziwnie.
euro 2008
czerwiec 15, 2008
szminką pomalowane usta przegrały wczoraj z meczem Hiszpania – Szwecja
dziś jeszcze
czerwiec 13, 2008
przesłany dziś przez F link zaczarował nieco wieczór, za co bardzo dziękuję. nagle znów rozbrzmiało dawno niesłuchanym, a przecież tak ukochanym, bo tak moim, zespołem.
Maanam. zawsze wtedy wraca to COŚ. ten dreszczyk emocji przy kupowaniu pierwszych MOICH kaset, przy staniu pod sceną na pierwszych MOICH koncertach. to jest tak bardzo moje. przypomina mi się, jak bardzo chciałam być TAKĄ kobietą, jak Kora. z jej mocą, wdziękiem kroków, gestów i spojrzeń, dumnie uniesioną głową, uśmiechem.
wrażeń jest całe mnóstwo. za każdym razem to COŚ innego.
a teraz czuję
czy liczby nie determinują w jakiś sposób naszego życia? przecież data urodzenia taka ważna, wymiary, wiek, niby jakość, a nie ilość, ale jednak numerologia nie wzięła się znikąd.
no i dziś piątek 13-go. nawet aura za oknem jakaś taka nieszczęśliwa. i choć w sumie nie wydarzyło się nic pechowego, to jednak dzień z tą a nie inną świadomością jakoś niefortunnie się zaczął. energia jakaś czy fatum czyco?
szczęście w nieszczęściu, że nie skupiłam się na ewentualnym pechu, a jedynie na dacie i na tym, jak zmienia się percepcja.
po czym, chwilę po, przeczytałam:
“Przepowiadanie pecha jest proste i pewne [...] Proste i pewne, bo wszyscy mu pomagają. Ludzie zrobią wiele, żeby pecha uniknąć, a to gwarantowany sposób, bym im przytrafiło się coś złego. Po prostu sami sprowadzają go na siebie.[...] Skupiają się na omijaniu pecha, zamiast uważać, by nie wdepnąć w coś, co pechem nie jest. No i kłopot murowany – w dżungli [i w życiu] powinieneś uważać na to, co się dzieje, a nie na to, co ci się zdarzyć może.
Z kolei przepowiadanie szczęścia nie udaje się pawie nigdy, bo ludzie nie robią nic, żeby mu pomóc – siedzą i czekają aż ich szczęście samo się ziści. W dodatku podchodzą do szczęścia sceptycznie [...] Za to pech… Pecha wszyscy traktują poważnie. W pecha się wierzy. Pech jest pewny jak w banku.”
tak, czytam pana Cejrowskiego “Rio Anaconda” i przyznaję, że lektura jak i sposób opowiadania iście wciągające, mimo pewnych wtrętów drażniących. czytam z przymrużeniem oka i pewną taką…
czytam - tak jak w drodze powrotnej czytałam “Dojczland” Stasiuka – by przedłużyć sobie nieco podróż mą, drogę do domu. a przecież ciągle w podróży, ciągle swoją drogą.
pamiętam jednak, że najbardziej i najdalej byłam ze Stasiukiem, czytając “Jadąc do Babadag”. miejsca, ludzie i kultura tak bardzo nieznane i tak odległe, a tak zapragnęłam zobaczyć, poznać, dotknąć. pamiętam.
i jeszcze “Podróż do źródeł czasu” Carpentiera przeniosła mnie bardzo, i “Terra Nostra” Fuentesa, i…
więcej grzechów nie pamiętam, nie żałuję ;>
hm, jak zwykle składnia dość nieskładna.
a to już setny 100 wpis tu. (dla niektórych pewnie dopiero setny)
kolejna liczba. i jakaż zobowiązująca! i może powinien być ów wpis jakiś szczególny, wyjątkowy w swej treści czy formie, ale nie jest.
hogar dulce hogar
czerwiec 3, 2008
wcale nie tak łatwo było wracać do domu, ale nikt nie powiedział, że będzie lekko.
na dzień dobry smutek i poczucie samotności wielkiej ogarnęło. nagle, po kilku dniach otaczania siebie ludźmi, weszłam do pustego i cichego domu, więc w sumie szok zrozumiały.
ale na drugi dzień obudziłam się w domu, mimo wszystko u siebie. i domowy chleb.
poczułam, że wróciłam.
wróciłam – wróciliśmy.
i dobrze.
