na obczyznie

maj 27, 2008

od kliku dni.

chcialoby sie powiedziec- fuera de todo (poza wszystkim), ale jednak nie. moze to i nawet dobrze. nieuciekanie.

Hiszpania nie wita z otwartymi ramionami tym razem, ale jednak spokojem. nie ogrzewa, ale mile muska letnim powietrzem.

i za kilka dnia hogar dulce hogar.

ciszajaiczas

maj 19, 2008

w tym przypadku nie chodzi o tekst, bo są inne stany, które zdecydowanie kocham bardziej.
chodzi o tytuł, bo trafny bardzo i ten moment, kiedy cały ekran wypełniony dymem.

cisza
czas
chciałabym (też na c)

terapia

maj 15, 2008

roweroterapia
muzykoterapia
kuchnioterapia.
winoterapia już raczej nie.

i tabakoterapia.

coś jak medytacja – wdech wydech wdech wydech wdech…

[papier osy]

mądrości. nie moje.

maj 15, 2008

przypowieść hebrajska:

powiedziano, że jeśli człowiek stoczy się w grzech (jak zwał tak zwał), musi głęboko żałować przez pięć minut, a potem powstać i iść dalej. jeśli żałujesz za dużo, nie znajdziesz w sobie miejsca, by żyć rosnąć, tworzyć, odkrywać przyszłość. jak powiadali nasi mędrcy: “tylko zło jest przepełnione bezbrzeżnym żalem i skruchą”.
[WO, nr 18]

zatem wstaję i idę. i często zbyt się potykam.

a dziś Zofii – uwielbienie mądrości

putas melancólicas

maj 10, 2008

na zewnątrz pięknie, tylko w środku mgliście dość. znów.

dlatego słońce kradnę i chowam je w pomarańczach. i pomarańczami pachnie. słońcem.

[cafe pomarańcza, cafe plotka, cafe na ławeczce, ptasie radio. Poznań - miasto ładnie nazywających się lokali]

a z myśli nieuczesanych to:
mimo wszystko wierzę, że spotkaliśmy się za wcześnie, a nie za późno. i że jeszcze mamy czas.
bo przecież “trudno nie wierzyć w nic”

coś jakby
jutro możemy być szczęśliwi
jutro możemy tacy być
jutro by mogło być w tej chwili
gdyby w ogóle mogło być.

60

maj 8, 2008

lat minęło

zdrowia i radości, Tato

l.stadt zagrali, tydzień temu i cały tydzień mi zeszło, żeby zebrać myśli i opisać.

pierwsze co się pojawiło to zniecierpliwienie przedłużającym się supportem pt. Pawilon, którego granie jakoś tak monotonne mi się wydało, taki trochę rock bez wyrazu.
aż w końcu weszli na scenę i szał ciał przede wszystkim kobiecych pod sceną.

muzycznie podobało mi się bardzo, bo po prostu mi się podoba. i wykonanie było naprawdę dobre. (kurde, nie lubię pisać o czymś, czego tak naprawdę sama robić nie umiem. jakie prawo by sądzić? a jednak pokusa wielka, by zapisać wrażenia swe.)
pozytywnie zaskoczyło przede wszystkim to jak inne jest brzmienie na koncercie w prównaniu ze studyjnym. nie odtwarzali, tylko zagrali swoje, co cieszy.

natomiast zmartwiło podejście do sprawy – nie było co grać i się szybko skończyło. za szybko.
i zagranie na bis “hiciora”. kurde, Panowie, sprawiliście, że nie lubię już tej piosenki, bo zaczyna się dziać tak, że stajecie się zespołem jednego utworu.
poza tym teskt sprawia wrażenie, jakby był na potrzeby rynku napisany.

dla mnie zdecydowane faworyty to Gore i Go Now.

pozostaje mieć nadzieję, że na Openerze usłyszymy coś nowego (proszę).

pamiętam pierwsze moje z Wami spotkanie w Stereo Kroggs jeszcze na Wólczańskiej. zmiażdżyło wręcz. i tego się spodziewałam.
ale widać – czasem pierwsze wrażenie niepowtarzalne, bezcenne ;)

polecam Tindersticks do przesłuchania. bo muzyka Wasza kojarzy/kojarzyła mi się z taką właśnie zadymioną, nieco duszną, ale ciepłą atmosferą.