po i przed

grudzień 28, 2007

Święta były…

a teraz wyjazd nad morze. by miło spędzić czas, by lepiej wejść w ten przecież lepszy.

zatem bawmy się…

w dwóch miejscach naraz

grudzień 21, 2007

nie umiem być.

plasterki suszonej cytryny na półce, gałki cynamonu w szufladzie, zawinięte w folie.
gałązek brak, by zawiesić.
może chociaż jakieś wypieki i prezenty się udadzą świąteczne. bo na razie atmosfery świątecznej brak, poza corocznym już syndromem napięcia przed…

a jeszcze, człowieku, bądź tu miły i serdeczne życzenia ślij, ech…

nawet teraz między jedną sprawą a drugą  zapisuję.
alleluja i do przodu (?)

oswoić wroga

grudzień 18, 2007

nie możesz zwalczyć, to się z nim zaprzyjaźnij :>

http://www.giantmicrobes.pl/katalog/zdrawotny/angina

jeszcze listopadowo

grudzień 18, 2007

dzisiejsza aura przypomniała przemyślenia zeszłego roku – listopadowe, również zapisywane, choć mniej wirtualnie:

” Na horyzoncie mgła, szara mgła…” Od dwóch dni przesączała się przez miasto, światło rozpraszając, otulała mnie. Dziś opadła…
[...]
Szaleję Szalenie Szal zapach na Szalu.

tak jak i teraz myśli dość nieuczesane. właściwie urywki myśli, gdzieś utrwalone. może kiedyś nadzadzą obraz całości.
coś jak witraże?

a skoro o witrażach mowa – tu znacznie obszerniejszy, i jakże ciekawy, zapis z wrażeń po lekturze “Katedry” : http://brocha.wordpress.com/2007/08/19/lewicowa-nachalna-propaganda-czyli-katedra-w-barcelonie/

katedra w Barcelonie

grudzień 16, 2007

sięgnęłam “z pewną taką nieśmiałością”, burząc się, że wydawcy wykorzystują sławę Barcelony po książce “Cień Wiatru”. ale czytam. i choć nijak się ma do “Cienia…” i brakuje tajemnicy to jednak wciąga. fakt, że pan Falcones poświęcił 5 lat, aby oddać prawdę historyczną doceniam i chłonę cała kolejny, nieznany mi obraz ukochanego miasta, które w średniowieczu nie miało jeszcze portu, a dziś jest drugim co do wielkości miastem Hiszpanii (podobnie jak Łódź w Polsce).
no ale ten tytuł… jak się ma do treści? w oryginale brzmi: La Catedral del Mar, a to zupełnie inna budowla.
a że Barcelona w tytule przyciąga bardziej… no cóż.
nieładnie, Panowie wydawcy, oj, nieładnie.

i tak mija niedziela.
błogie lenistwo. tylko czasem jakiś ruch na trasie: łóżko-biurko, pokój-łazienka, pokój-kuchnia.

puścić z dymem

grudzień 14, 2007

leżąc, siedząc, tak lubię palić najbardziej. od wczoraj bardzo się chce. palić i nic poza tym. tak odpoczywam.

leżąc
od wczoraj
palić i nic poza tym
tak

jakby całe zmęczenie szło z dymem.
niech.

grudzień 11, 2007

niczego…

poquito a poco Paquito

grudzień 10, 2007

i gdy koncert Paco de Lucia, na który czekało się ponad miesiąc staje się jedynie pretekstem do wizyty, do spotkania, to albo jest już tak dobrze, albo już tak źle ze mną.
nie wiem, co mam o tym myśleć, bo nawet niebo było niebieskie. coś jak koncert życzeń lub raczej powtórka Dnia Życzliwości. jakby wszystko czytało w myślach,
i grało, jak w duszy gra.

tym się ładuję przez ostatni tydzień. tym też.
bo jednak:

“kto chce dziś żyć zadowolony ze swego życia, temu nie wolno być takim człowiekiem jak ty i ja. kto zamiast brzdękania żąda muzyki, zamiast zadowolenia – radości, zamiast pieniędzy – duszy, zamiast taśmowej produkcji – prawdziwej roboty, a zamiast flirtu – prawdziwej namiętności, dla takiego ten piękny świat nie jest ojczyzną…”

pobrzmiewały dziś słowa Hessego, gdy wracałam z pracy do domu, obładowana zakupami, z perspektywą porządków, obiadu i prania, he.
i to wszystko dla siebie

ale idę.
“szedł, a wszystko wokół szło dobrze.”