wystarczy uśmiech
listopad 28, 2007
ostatnio się przekonuję jak niewiele zmienia tak wiele. i choć wiedziałam, że ma moc, dopiero niedawno zaczęłam praktykować. aż dziw bierze, jak działa. jak pomaga mnie i innym.
“jestem sztuczki wojownikiem”, ha. i nie daję się listopadowi.
i nawet aura przyjaźniejsza: śnieg, niebo niebieskie, a nocą jakby światło księżyca odbijało się o ziemię i jaśniej. we mnie i wokół.
i placki ziemniaczane o 23.
do brata
listopad 26, 2007
Od piątku, tj. od 23 listopada GW prowadzi akcję: Powrót Taty. W poniedziałkowej GW przeczytałam jeden z listów do ojca: Co bym powiedział Tacie. A na końcu apel redakcji: “Napisz, czego Ty nie powiedziałeś ojcu. Czekamy.”
A co z tymi, co nigdy nie powiedziały ojcu?
I z tymi, co nie powiedziały bratu, który ich zostawił?
A chciałabym móc powiedzieć, jak bardzo jego nieobecność wpłynęła na moje życie
i co zobaczyłam dopiero niedawno.
Byłeś moim pierwszym mężczyzną, ideałem, autorytetem. To Ty nauczyłeś słuchać mnie muzyki, słuchając jej po prostu, w pokoju, który dzieliliśmy razem. To z Tobą chciałam iść na swój pierwszy rockowy koncert, ale Ty się wstydziłeś. A przecież kilka lat wcześniej uczyłeś mnie grać w piłkę. Chciałam się nauczyć wszystkiego, co i Ty umiesz. Razem chodziliśmy uczyć się pływać. Zrobiłam kartę pływacką w wieku 10 lat, dla Taty, ale również dla Ciebie. Wtedy byłeś tam, przy mnie. Widziałeś.
I nauczyłam się chodzić po drzewach i jeździć na kolarce.
Przez tyle lat jeździliśmy razem na kolonie, ja zawsze w cieniu Twojej osoby. Twoje koleżanki lubiły mnie, bo byłam Twoją siostrą.
A potem już nie chciałeś, bym jeździła z Tobą. Wstydziłeś się? A ja chciałam być wszędzie tam, gdzie Ty. Zabiegałam o względy Twoje i względy Twoich dziewczyn, a potem i kobiet.
Znalazłam swoją drogę. I swoich chłopców i mężczyzn. I “już mi nie byłeś potrzebny”. Tylko, że nigdy sobie nie pozwoliłam być “gorszą od faceta”. Umiem naprawić zlew i spłuczkę w łazience, i kontakt. “Nie musiałam już liczyć na pomoc faceta”, a okazać słabość znaczyło… i to ciągłe zabieganie o względy, strach, że jeśli, okażę się gorsza, to mnie zostawi. Jak Ty.
Aż w wieku 28 lat odkryłam, że mogę zrobić coś dla siebie, nie tylko dla Ciebie – dla nich.
Że mogę być słabsza, i mogę sobie nie radzić.
I że nie każdy mężczyzna jest, taki jak Ty.
Czasem za Tobą tęsknię.
siostra
hm
listopad 23, 2007
w sumie niecałe dwa miesiące, a już zmęczona byciem tu jestem. i weny brak, choć tyle ambitnych planów, aby nad warsztatem pracować i po pierwszej recenzji kolejne miały się pojawić i… ech.
ale poczekam.
jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie…
i niekoniecznie tu.
wcale nie banalnie
listopad 21, 2007
“zabawa zaczyna się po trzydziestce”
listopad 17, 2007
to ja poczekam.
i może fakt, że nie jestem ani graficzką, ani fotografką, ani stylistką, ani kostiumografką, ani aktorką, ani dziennikarką, ani producentką, ani wokalistką jazzową,
i ani ani (cytując za J.C) nie ma tu nic do rzeczy?
przecież mam jeszcze trochę czasu, by stać się…
znalezione dzięki Deszczowej Dziewczynce
listopad 13, 2007
z wykopalisk i na nowo odkryte.
są piosenki, które stawiają na nogi, prostują i możesz iść, znów. chociaż trzy kroki, ale swoją drogą.
dziękuję.
bo niby u siebie, ale tak się czuję często czasami http://www.youtube.com/watch?v=5foKS9WiIOo
a skoro tak, to może warto by pomyśleć o tej destabilizacji otoczenia…
falowanie i spadanie
listopad 13, 2007
dziś odwilż, śnieg, deszcz, w nocy ma być mroźno chyba.
i jak tu się ustabilizować, kiedy nawet pogoda niestabilna?
zima?
listopad 12, 2007
ziemia bardziej twarda pod stopami. czuję jak idę. i znów szybszym krokiem,
nie spiesząc się, ale energicznie, tak jak lubię.
bo znów mam energię, a przynajmniej dziś przypływ tejże poczułam.
i znów zachciało mi się na kolorowo ubierać.
i nawet fakt, że jutro do biblioteki trzeba iść i poszperać nie straszny tak bardzo jak go malują.
rześkie powietrze orzeźwia.
nie przypuszczałam, że to kiedyś powiem/napiszę, ale tak – chcę zimy.
i tych długich, zimowych wieczorów.
i najlepiej razem, ale o tym ciiiiii…..
(i uwielbiam zaczynać zdania od “i”)
można się bawić?
listopad 11, 2007
przeczytałam we wczorajszej GW: http://www.gazetawyborcza.pl/1,75478,4660268.html i przyznam, że ucieszyło, i nie dlatego, że duch patriotyczny w kraju nie umarł, ale dlatego, że dzień święty święci się.
zauważam jak ginie zwyczaj topienia Marzanny, przebierania się i łażenia po domach w Ostatki, lania wosku w Andrzejki, w Dzień Zmarłych odprawia się ogólną nagonkę, że tylko raz do roku na cmentarz niektórzy idą, a dziś co najwyżej ktoś nieśmiało flagę biało-czerwoną wywiesi, i smuci mnie to troszkę. a obok komercyjny boom na Helloween i 14. lutego.
i za to podziwiam Hiszpanów, których kalendarz liczy ok. 60 dni świąt. niesamowitym jest fakt, jak celebrują oni tradycje. i nawet jeśli często odbywa się to jedynie w imię idei: każda okazja do zabawy jest dobra, to czemu nie? ja jestem za.
historia del silencio
listopad 9, 2007
Dlaczego dawali pianistę, kiedy filmy były nieme? Czy ciszę da się znieść? Istnieje naprawdę czy jest tylko kumulacją odległych hałasów? Co staje się bardziej irytujące dla naszych nerwów: hałas czy jego brak? W innej kolejności: kto kiedykolwiek czuł się w obowiązku do zachowania milczenia? A kto zrobił to interesownie, przez niezdolność lub deprawację? Kto uratował innych przez pominięcie, a kto ich skazał? Czy można przeżyć całe swoje życie wyczekując odpowiedzi na jakieś pytanie? Czy rzeczywiście istnieje wielka cisza, milczenia Boga, czy jest to jedynie metafora ignorancji? Czy może być milczenie przepastne i głębokie jak studnia? Czy można czuć się wygodnie we wnętrzu studni? Dlaczego nie mówi się o wielkiej ciszy, że jest otwarta, jak otwarta i spokojna przestrzeń Wszechświata? Czy może być milczenie bezwzględne, nie będąc przy tym sztucznym? Byłeś kiedyś na czuwaniu? Czyż nie okazuje się, że jedynym zachowującym się naturalnie jest nieboszczyk, a wszystko przez jego błogosławione milczenie? Z drugiej strony, czy można uznać brak odpowiedzi przez 20 lat od ukochanej osoby za najbardziej nieznośny rodzaj milczenia? Zakończyć naszą bolesną, lecz ograniczoną, umiejętność czekania? Dlaczego mówi się: przerwać ciszę i nie uwolnić ciszę, albo przemilczeć, co brzmiałoby bardzo poetycko i złagodziłoby nam dzwonienie w uszach, które tak bardzo przeszkadza? Dlaczego mówi się o kimś, że jest cichy, jakby chodził po świecie na palcach, kiedy w rzeczywistości po prostu mało mówi? Czy mówienie to jedyna przemyślana forma przerwania milczenia? Dlaczego niezręcznie jest milczeć na kolacji u przyjaciół a nie na szczycie góry? Co stałoby się podczas nielicznych kolacji przyjaciół na szczytach górskich? Dlaczego zachowanie milczenia może być zarówno szlachetne jak i niecne, choć zachowujemy to samo? Dlaczego nic nie mówisz? Pozwalasz mi mówić samej do siebie. Czy to czasem nie milczenie jest zdradą ruchu, i przez to przelotną zapowiedzią końca wszechrzeczy?
Kiedy w końcu Irene zamilkła, jej niespokojny oddech zawisł nieruchomo w powietrzu.
“Historia Milczenia” Pedro Zarraluki
a tu cytowane w oryginale: http://www.lokuralucida.blogspot.com/