wakacji koniec
wrzesień 4, 2007
wczoraj dotarło do mnie.
skończyły się, a ja nadal tu. nie przyjechałam na wakacje, jestem i będę.
spędzę tu Święta, ubiorę choinkę w samodzielnie ususzone owoce.
stałość?
i patrzę na okna, gdzie kiedyś mieszkali moi znajomi, moi nauczyciele. i dziwne uczucie,
że oni tam nadal są, że nie przeprowadzali się co pół roku.
znaleźli swoje miejsce czy nie szukali?
a ja?
ojej, mam dokladnie takie samo wrazenie jak wracam w strony rodzinne… tylko ze ja tam zawsze przejazdem, zawsze w drodze z miejsca A do miejsca B, w wiecznej pogoni… a oni tacy stabilni, tacy trwali….
jak będziesz znów przejazdem to zapraszam do Łodzi :>
znów przejazdem będę na Wielkanoc, ale wówczas raczej zmuszą mnie by jeść i pić i lulki palić w ściśle rodzinnym gronie i pewnie nie starczy czasu na wojaże po Polsce… niemniej kto wie? może kiedyś zajrzę i do Łodzi…
za zaproszenie z góry dziękuję, choć ostrzec muszę że najczęściej podróżuję z przychówkiem…
no trudno, słowo się rzekło