UWAGA, ŻYCIE! ZACZYNAMY!

czerwiec 23, 2009

web

gaśnica w płatkach róży
pan Kleks w trzech odsłonach
kolczyki
słowa w wersji de luxe
gałązka bawełny
Giulia y Los Tellarini
sesja zdjęciowa
plansza malowana
moja ukochana Łódź z lotu ptaka
muzyka, co rozgrzewa zmysły
romantic poetry
“nigdziebądź”
astrologia chińska
pióro do pisania listów do Niej
wino australijskie
ser włoski…
i taniec na scenie

więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie bardzo dziękuję.

wszystkie te niezwykłe rzeczy dla mnie!
ale od niezwykłych ludzi dostaje się niezwykłe prezenty
i słowa.
czy zasłużyłam?
mam szczęście.

dobrze móc publicznie powiedzieć i napisać, że M A M S Z C Z Ę Ś C I E.
bo mam takich ludzi wokół. bliżej bardziej lub mniej, ale są.

i to chyba wystarczy za podsumowanie tych 30 ze sobą wiosen. i prawie 15 z Tobą (sic!)

żadne głębsze przemyślenia nie kołaczą się w głowie.
co tu mówić? wszystko już powiedziano za mnie i napisano.
i aż mi mowę odjęło.

a skoro życie – jak mówią – zaczyna się po trzydziestce…
zatem zaczynam żyć oto!

fotografia – na dobry tego początek.

z tangiem w uszach i san miguelem w ustach zaczynam!

czwartkowe pitu pitu

czerwiec 4, 2009

zawinięta w ciepły sweter, w kącie kanapy, z kubkiem herbaty (niestety zimnej już) na stole, z książką w ręku i kotem na kolanach (lub przy), spędzam tak sobie czwartkowe przedpołudnie. mógłby jeszcze jakiś list przyjść do poczytania, bo aura taka listopadowa raczej.
prawie jak w zimny wakacyjny dzień, kiedy nic nie trzeba poza wylegiwaniem się.
gdybym tylko nie musiała iść dzisiaj do pracy…

słowo na niedzielę

maj 18, 2009

don’t gamble with love,
don’t gamble with the truth

(jakoś tak to szło)

bardzo a’propos.

zdarzył się wczoraj w Łodzi pewien multimedialny spektakl, pt. “Ship of Fools”, na podstawie książki o tym samym tytule. stworzony przez parę artystów swoistych: Danielle de Picciotto i jej męża Alexandra Hacke. rozpisywać się za bardzo nie będę. można przeczytać tu

wariacje na temat gniewu, graczy i próżniaków zrobiły na mnie największe wrażenie, przede wszystkim dźwiękiem, rytmiką wersów
i słowem, które w głowie nadal pobrzmiewa.

wczoraj generalnie dużo się działo.
muzycznie też: wspomniana Łódź w Wytwórni [a swoją drogą ciekawa zbierzność Łodzi ;>], Czesław w jakimś Business Centre, Rob Mazurek w Jazzdze i Myslovitz w Manu. więcej grzechów nie pamiętam, ale miło by było, gdyby w takim kierunku to miasto płynęło.

a dziś jeszcze słodycz pierwszych truskawek ze śmietaną :)

dni mijają

maj 15, 2009

na szczęście.
i noce też. zimne. koty grzeją. myślałam, że to przez przywiązanie, ale im po prostu zimno też . ech, złudzenia.

dziś już wraca. wieczorem. tyle planów było, co by zrobić, korzystając z czasu swojego i przestrzeni tylko swojej i jakoś się rozmyło w codzienności wszystko. mało kreatywnie coś, ale za to towarzysko bardzo.

dlatego dziś ciasto z rabarbarem – zainspirowana Fridą i rabarbarem.
po raz pierwszy w życiu.

ociepla się.

bogactwa

marzec 31, 2009

cynamon
imbir
kardamon
gałka muszkatołowa
goździki
i kawa

i świeża bazylia na parapecie

i słońce za oknem

mañana

marzec 29, 2009

to już jutro :)

logo9tkh

karnet kupiony, zapowiedzi przeczytane, niektóre nawet obejrzane, recenzje także. zapowiada się dobry tydzień. filmowy tydzień. hiszpański (sic!)
i nawet nie martwi już fakt, że rok temu ósma edycja TKH ominęła Łódź,
a dziewiąta trafia do Łodzi jako ostatnia.
jest!
i ja tam też będę.

przejdzie

marzec 25, 2009

bo przecież nawet najdłuższe nogi gdzieś się kończą ;)

subiektywizm (?)

marzec 24, 2009

patrzę na dziewczyny w moim wieku
i widzę kobiety
patrzę na siebie
i widzę podlotka
wciąż

jak tylko odkurzę mieszkanie
zdobędę mury Libanu

znów powiedziałam za dużo, znów tendencja zniżkowa :(

a na liczniku już ok 200.
i lekka stłuczka też zaliczona już.

i już.
jeszcze papieros
i dobranoc.

my name’s almera

marzec 16, 2009

moje pierwsze 30 kilometrów :D
[no, po prostu musiałam to zapisać. jak będzie sto, to też pewnie zapiszę, heh]