dźwięki lubię

Styczeń 10, 2010

odkorkowywane wino
głuchy odgłos zamykanej 600-stronicowej książki
mruczenie kota
miarowy oddech zasypiajęcego F.
migawka aparatu
stukot klawiszy – a gdyby tak mieć maszynę do pisania, ech, ostatnio bardzo
pukanie do drzwi
szelest ołówka po papierze
szum wiatru za oknem
deszcz o parapet
plusk wody…

niby jest dobrze, ale coś jakby wisi w powietrzu.
niepokój roku nowego?

Czuję. Zawrót głowy – Zebald – do przeczytania.

bez polotu

Grudzień 26, 2009

świątecznie nie chce mi się nic.

i pisać też nie.

ale za to przeczytałam jakiś czas temu jeden z felietonów J. Pilcha i pomyślałam sobie, że świetnie świątecznie nada się.

teraz właśnie.

miłej lektury zatem. i uśmiechu :)

Aniołek bez polotu – prawda, że wdzięczny tytuł?

wady

Grudzień 4, 2009

strupy i ślady

trupy i owady

słupy i opady

grupy i narady

wygłupy i zdrady

bez przesady

wystarczy jedno nic…
wystarczy, by jedna osoba odezwała się po hiszpańsku i zaczyna się

fala zależności:
ta dziewczyna po prawej – okazuje się – czyta właśnie historię Hiszpanii,
a chłopak obok niej coś studiował związanego z Hiszpanią…
i już zaczyna się

ciąg pytań:
a byłaś?
a w Barcelonie?
a te upały?
a w Londynie?
etc.

i ja.
tylko nasłuchuję.

i jeszcze ten mężczyzna przede mną.
siedzi vis a vis prawie.
rozwinął kolejny plik z dziesięcioma zdrapkami i nerwowo zdrapuje.
drażni swą nerwowością.
trafione do kieszeni, puste na podłogę.
ciekawe – zostawi tak czy wyrzuci.
cóż za wypieki na twarzy.
zbiera, uff.
nie będę musiała nic mówić.

nasłuchuję tylko

el otoño

Październik 8, 2009

dziś
yerba się parzy.
od tak dawna. aż moc tego szarego, ziemistego posmaku, osłabła.
ale jest.
i jest też coraz większa tęsknota za kawą z korzennymi przyprawami.
a przecież wystarczy kilka kroków do kuchni, by celebrować.

tak właśnie zaczyna się jesień (?)

i jeszcze wczoraj
na rękach zapachy
papryki, cebuli, wędzonego boczku, kruchych jabłek (sok po palcach), cynamonu, jajek rozbijanych, ciasta tartego, kaszy gryczanej…
wrzucając do garnka, wsuwając do piekarnika jakbym całą jesień wrzucała, gotowała i piekła.

tak się czasami zdarza…

Październik 2, 2009

okno zamknięte. kaloryfery zaczynają grzać. w pokoju półmrok. ciepłe światło przebija się tu i ówdzie. 
bezinwazyjnie.
wokół cisza.
chwila wolnego. spokoju niczym nie zmąconego.
kładę się więc na wygodnym materacu. otulona ciepłą bluzą, wtulona w wełniany koc.
jeszcze tylko wygodna pozycja na brzuchu, dzięki czemu osiągam błogi bezwład ciała.
jeszcze tylko kot, po chwili ugniatania moich pleców łapkami, zwinie się w kłębek,
a drugi w nogach się ułoży.
i już, już mogę zamykać powieki, rozluźnić wszystkie mięśnie twarzy.
już sen nadchodzi, gdy nagle…
zupełnie niespodziewanie atakuje

pęcherz.

tydzień

Wrzesień 6, 2009

się niedzieli / nie dzieli
się poniedziałkuje / nie, dziękuję
się wtorzy / się tworzy
się środzi / się rodzi
się czwarci / czarci
się piąci / się mąci
się soboci / się koci

się leni / się nie żeni

Malena – Giuseppe Tornatore

Wrzesień 4, 2009

czas,
kiedy długie spodnie były tylko dla prawdziwych mężczyzn,
a na miano to trzeba było sobie zasłużyć
choćby przez strącenie głowy Mussoliniego.
i kiedy to chłopięce urojenia pozostawały jedynie chłopięcymi urojeniami (niestety/na szczęście?) 

zmysłowość długich włosów, krągłych bioder i pełnych piersi
uznawane były za piękno,
które czasem skazywało na stracenie.
i na zatracenie.

taki czas.
jakby znajomy.
jakbym sama była z takiej epoki właśnie.
czasem tak się czuję.
choć włosy krótkie
choć bioder krągłych brak.

nocne wczoraj zapiski

Sierpień 29, 2009

jest dobrze.

jest tak dobrze, że nawet powietrze pachnie inaczej, jakby lepiej.

zaciągam się.
(Tobą też, bo sama już nie palę)

na wakacjach na

Sierpień 4, 2009

     Z racji urodzenia przynależę do czegoś, co zwykło się nazywać hołotą. Jesteśmy grupą liczną, dyskretną, o niezwykle silnym braku przekonań. Naszą pracą, milczącą i nieustanną, przyczyniamy się do stagnacji społecznej, wielkie historyczne zmiany prześlizgują się po nas, nie chcemy zajmować stanowisk, nie aspirujemy do uznania ani szacunku naszych przełożonych, ani nawet nam równych. Nie posiadamy cech dystynktywnych, jesteśmy ekspertami w sztuce rutyny i partactwa.

od Eduarda Mendozy spisane z Przygód fryzjera damskiego. opis wydał mi się przeuroczy. poza tym niewiele. zaczęło się dobrze, ale potem lekko zmęczył ten ton ironiczny,
niby prześmiewczy, taki zbyt prze właśnie. stąd jeden cytat tylko.

za to Olga Tokarczuk i jej Anna In w grobowcach świata gęsto pozaznaczana ołówkiem .
aż zrodziła się pokusa zapisywania tego w jakimś konkretnym miejscu.
by nie uleciało.

wakacje tak właśnie mijają – na czytaniu, czasem wręcz połykaniu książek. a poza tym rozmaicie miejsko, sielsko, nawet anielsko…
było.

teraz praca.